Ja chcę wiosnę!!
Znowu dawno mnie nie było.
Moje marne kocie życie toczy się powoli. Człowieki ostatnio miały zwariowany czas - zmieniły pracę, całymi dniami nie ma ich w domu. Ten popieprzony pies przeszedł jakaś operację, która miała ja uspokoić. Jest nieco lepiej - już nie biega za nami i jęczy, teraz tylko szczeka. Jak człowieki są w domu to szczeknie raz, góra dwa i ktoś ją pogoni, ale jak jesteśmy sami... Nienawidzę jej. Codziennie szcza na podłogę, czasem nawet coś więcej. Człowieki dają jej leki na uspokojenie ale teraz ma coś z jelitami i jest na diecie bo była masakra. A jak nam się zdarzyło narobić obok kuwety to krzyki były jakbyśmy nie wiem co zrobili. Na szczęścicie mimo tego, że człowieki nie mają się kiedy z nami bawić traktują nas dobrze. Ostatnio dostały szczotkę do czesania, innym bardzo się podoba ale jak zobaczyłam, że wychodzi z nich tyle futra że można by ulepić drugiego kota postanowiłam, że ja się nie poddam bez walki. Czarny jest już prawie łysy, nawet Dużej się podoba, ale ja dzielnie się trzymam. Boję się, że jak moja mama wyzdrowieje to w końcu mnie dopadnie ale wtedy najwyżej ja ugryzę i ucieknę. I nawet jej mądre książki nie pomogą :)
Ponieważ kundle regularnie niszczą nasz dobrostan i został nam już tylko jeden porządny drapak i żadnego pudło-domku - reszta zasikana i popsuta - mama postanowiła zrobić domek dla Dużej, żeby nie mieszkała w kartonie. Pewnie kiedyś wam mówiłam, że Duża mieszka sobie na komodzie - w kartonowym pudle, tam ma też kuwetę, jedzenie i wodę. Bała się schodzić na dół żeby zjeść czy się załatwić, Bono i ja o to regularnie dbaliśmy :) Pokaże wam ten domek. Szału nie ma ale Dużej się podoba. Przynajmniej mam spokój :)
Moje marne kocie życie toczy się powoli. Człowieki ostatnio miały zwariowany czas - zmieniły pracę, całymi dniami nie ma ich w domu. Ten popieprzony pies przeszedł jakaś operację, która miała ja uspokoić. Jest nieco lepiej - już nie biega za nami i jęczy, teraz tylko szczeka. Jak człowieki są w domu to szczeknie raz, góra dwa i ktoś ją pogoni, ale jak jesteśmy sami... Nienawidzę jej. Codziennie szcza na podłogę, czasem nawet coś więcej. Człowieki dają jej leki na uspokojenie ale teraz ma coś z jelitami i jest na diecie bo była masakra. A jak nam się zdarzyło narobić obok kuwety to krzyki były jakbyśmy nie wiem co zrobili. Na szczęścicie mimo tego, że człowieki nie mają się kiedy z nami bawić traktują nas dobrze. Ostatnio dostały szczotkę do czesania, innym bardzo się podoba ale jak zobaczyłam, że wychodzi z nich tyle futra że można by ulepić drugiego kota postanowiłam, że ja się nie poddam bez walki. Czarny jest już prawie łysy, nawet Dużej się podoba, ale ja dzielnie się trzymam. Boję się, że jak moja mama wyzdrowieje to w końcu mnie dopadnie ale wtedy najwyżej ja ugryzę i ucieknę. I nawet jej mądre książki nie pomogą :)
Ponieważ kundle regularnie niszczą nasz dobrostan i został nam już tylko jeden porządny drapak i żadnego pudło-domku - reszta zasikana i popsuta - mama postanowiła zrobić domek dla Dużej, żeby nie mieszkała w kartonie. Pewnie kiedyś wam mówiłam, że Duża mieszka sobie na komodzie - w kartonowym pudle, tam ma też kuwetę, jedzenie i wodę. Bała się schodzić na dół żeby zjeść czy się załatwić, Bono i ja o to regularnie dbaliśmy :) Pokaże wam ten domek. Szału nie ma ale Dużej się podoba. Przynajmniej mam spokój :)
Komentarze
Prześlij komentarz