Trochę o Dużej
Tak jak obiecałam - opowiem Wam o Dużej - o jej przemianie. Nie wiem jak to się stało - była sobie taka w miarę niegroźna, pod pantoflem i nagle BUM!! Trzęsie całą chatą!!
Duża przyszła do nas pod koniec 2014 roku, razem z Chudym. To już 3 lata się z nimi męczę!!! Aż 3 lata potrzebowała, żeby w końcu (niestety) ogarnąć swoje życie i nie dać sobą pomiatać. Ja osobiście żałuję, nigdy się z nią nie lubiłam, w ogóle nie przepadam za swoją płcią, tylko faceci są w miarę, chociaż toleruję tylko Czarnego. Chudy i Bono to inna bajka. Noooo Bono przynajmniej jak Chudy mnie atakował biegł i atakował Dużą żeby się odegrać :)
Pochodzenie (takie dokładne) Dużej i Chudego nie jest znane. Człowieki twierdzą, że ich poprzedni właściciele nie byli szczerzy i mocno nakłamali żeby się ich pozbyć. Ponoć w starym domu w ogóle nie wychodzili spod kanapy jak ktoś odwiedzał ich człowieków. U nas Chudy po tygodniu spędzonym między kaloryferem a łóżkiem zaczął badać teren i człowieków, którzy nas odwiedzali. Duża nigdy tego nie robiła, na nieznane dźwięki, w tym huk domofonu - uciekała pod łóżko. Nie mówiąc o tym, że na początku siedziała pod wanną nic nie jedząc i nie pijąc. Człowieki wtedy rzuciły je na głęboką wodę mówiąc, że jakoś to będzie. Ogólnie nie zaleca się wrzucać nas do nowego miejsca bez rekonesansu ale prawdę mówiąc każdy z nas tak zaczynał i jakoś dawał radę. Oni też dali - Chudy zepchnął mnie z pozycji Królowej wrrrr a Duża postanowiła nigdy nie opuszczać małego pokoju, potem komody i pudła. Człowieki pomagały jej odnaleźć się w stadzie ale my staraliśmy się za wszelka cenę pokrzyżować im plany. Zastraszania, bójki, krzyki - szybko pokazaliśmy gdzie jej miejsce. Pomimo, że jest duża (jak na ksywę przystało) i najstarsza (10 lat) to i tak była najbardziej gnębionym kotem :) Człowieki nawet myślały czy jej nie oddać, żeby się tak nie męczyła. Raz nawet padła obiecująca propozycja żeby ją oddać, już miałam nadzieję :) Ale mama nie dała rady. Wkurzyłam się wtedy na nią, no bo jak to!! Za dużo tu nas, nie lubię jej - to wystarczające powody, zwłaszcza, że ktoś chciał ją zabrać!!! Ale wtedy też dotarło do mnie że mimo tego, że często jesteśmy nieznośni (dla człowieków, bo przecież nie dla nas samych) i rozrabiamy (bawimy się), czasem coś popsujemy (NIECHCĄCY!! stało na drodze ucieczki to się popsuło) czy zwrócimy swoje dopiero co zjedzone śniadanie na trudne do umycia miejsce (oj tam, bo wam się nigdy nie zdarzyło nie zdążyć do miski/wc/wanny!!) to nasze człowieki na prawdę nas kochają.
Mama M jak już mówiłam dużo czyta, szuka, kombinuje i testuje. Od dawna prowadziła z Dużą dziwną terapię. Chciała żeby jakoś sie wszystko ułożyło. Dużo się z nią bawiła (no z nami też, ale wolałabym żeby tylko ze mną...), poświęcała jej więcej uwagi i dużo do niej gadała. Czasem siadałam w progu i słuchałam tego bełkotu. Duża wydawała się być zadowolona i słuchała uważnie ale jak dla mnie to jakieś nic nie warte pieprzenie. Jednak coś się zmieniło. Zmieniało się już od jakiegoś czasu. Duża za namową mamy stała się bardziej odważna. Zaczęła najpierw schodzić z komody, która była dla niej samowystarczalna - spanie, jedzenie, woda i kibel w jednym miejscu (też nie zalecam ale Duża musiała tak mieć bo była trochę opóźniona w relacjach społecznych). Zaczęła sypiać na łóżku, nieśmiało wyglądała z pokoju, jednak zawsze któreś z nas zagoniło ją z powrotem do jej pudła. Potem zaczęło się penetrowanie biurka (w jej pokoju), podłogi i kawałka podłogi w przedpokoju. Małymi kroczkami zapędzała się coraz dalej, była coraz bardziej odważna i agresywna. Zaczęłam się trochę jej bać, stwierdziłam, że nie będę już jej atakować bo jak mi przywali tą wielką łapą to po mnie. Nadal dawałam jej do zrozumienia, że jej nie lubię ale starałam się nie wchodzić jej w drogę. Widziałam, że staje się coraz groźniejsza. Człowieki też to widziały - nasze i te, które nas odwiedzały. Od nich też Duża dostawała dużo wsparcia - nie wiem dlaczego, bo to ja jestem tu najważniejsza, ale cóż. Widocznie instynktownie czuli, że to najsłabszy członek stada.
W końcu po naszych licznych próbach powstrzymania jej rozwoju Duża sama weszła do dużego pokoju - miejsca gdzie była tylko wnoszona na rękach na małą chwilę bo zaraz albo sama uciekała albo któreś z nas ją goniło. Teraz sama weszła i siedziała jakby nigdy nic na szafie. Na najwyższym punkcie pokoju. Wiecie co to oznacza? To było jak cios w pyszczek. Już nic nie będzie takie samo...
Człowieki są bardzo dumne z Dużej i z postępów jakie zrobiła. Teraz już chodzi po całym domu kiedy chce. Śpi z nami w dużym pokoju i w MOIM kojcu w przedpokoju!! Ostatnio spała na MOJEJ PODUSZCE przy mamie!!! Niewiarygodne!! Jedyne miejsce którego nie odwiedza to balkon, ale widzę, że i to jest kwestią czasu bo jest już coraz bliżej i kombinuje jak to zrobić. Każdy czuje respekt, nawet Bono już tak często jej nie atakuje. Jest duża i silna więc unikamy nawet jej wyzywającego spojrzenia bo jest na tyle odważna, że potrafi sama zaatakować. Chudy - niby jej kumpel - już parę razy zarobił po łbie. Jest bezlitosna, bierze co chce. Zmiana jaka nastąpiła jest dla nas nie do pojęcia. Myślałam, że już zawsze będzie wystraszonym kapciem a tu okazuje się, że obudziła w sobie siłę lwa!!
Podsumowując jestem przerażona tym co się tu dzieje. Straciłam (ZNOWU!!) swoją pozycję. Muszę walczyć o zainteresowanie mamy i starać się być grzeczna, chociaż Chudy tego nie ułatwia. Jest mi tak ciężko, że dostałam alergii (od stresu i może coś mnie uczula - nie wiem sama, bo człowieki ostatnio dużo sprzątają i dużo gotują - dziwne zapachy w domu i pewnie coś mnie uczuliło... ). Jednak starając się być obiektywna - jestem pod wrażeniem. Kolejna udana próba, co prawda trwała długo, ale dała rezultat. Jak ośmielić bojaźliwego kota - dużo zabawy, interakcji, chwalenia za każdy krok do przodu no i dużo cierpliwości :) Myślę, że Duża jest teraz szczęśliwa i wdzięczna za pomoc jaką otrzymała. Gorzej z nami, ale chyba po prostu pozostaje pogodzić się z nową sytuacją i żyć dalej w tym psychiatryku...
A na koniec trochę wspomnień.
Duża przyszła do nas pod koniec 2014 roku, razem z Chudym. To już 3 lata się z nimi męczę!!! Aż 3 lata potrzebowała, żeby w końcu (niestety) ogarnąć swoje życie i nie dać sobą pomiatać. Ja osobiście żałuję, nigdy się z nią nie lubiłam, w ogóle nie przepadam za swoją płcią, tylko faceci są w miarę, chociaż toleruję tylko Czarnego. Chudy i Bono to inna bajka. Noooo Bono przynajmniej jak Chudy mnie atakował biegł i atakował Dużą żeby się odegrać :)
Pochodzenie (takie dokładne) Dużej i Chudego nie jest znane. Człowieki twierdzą, że ich poprzedni właściciele nie byli szczerzy i mocno nakłamali żeby się ich pozbyć. Ponoć w starym domu w ogóle nie wychodzili spod kanapy jak ktoś odwiedzał ich człowieków. U nas Chudy po tygodniu spędzonym między kaloryferem a łóżkiem zaczął badać teren i człowieków, którzy nas odwiedzali. Duża nigdy tego nie robiła, na nieznane dźwięki, w tym huk domofonu - uciekała pod łóżko. Nie mówiąc o tym, że na początku siedziała pod wanną nic nie jedząc i nie pijąc. Człowieki wtedy rzuciły je na głęboką wodę mówiąc, że jakoś to będzie. Ogólnie nie zaleca się wrzucać nas do nowego miejsca bez rekonesansu ale prawdę mówiąc każdy z nas tak zaczynał i jakoś dawał radę. Oni też dali - Chudy zepchnął mnie z pozycji Królowej wrrrr a Duża postanowiła nigdy nie opuszczać małego pokoju, potem komody i pudła. Człowieki pomagały jej odnaleźć się w stadzie ale my staraliśmy się za wszelka cenę pokrzyżować im plany. Zastraszania, bójki, krzyki - szybko pokazaliśmy gdzie jej miejsce. Pomimo, że jest duża (jak na ksywę przystało) i najstarsza (10 lat) to i tak była najbardziej gnębionym kotem :) Człowieki nawet myślały czy jej nie oddać, żeby się tak nie męczyła. Raz nawet padła obiecująca propozycja żeby ją oddać, już miałam nadzieję :) Ale mama nie dała rady. Wkurzyłam się wtedy na nią, no bo jak to!! Za dużo tu nas, nie lubię jej - to wystarczające powody, zwłaszcza, że ktoś chciał ją zabrać!!! Ale wtedy też dotarło do mnie że mimo tego, że często jesteśmy nieznośni (dla człowieków, bo przecież nie dla nas samych) i rozrabiamy (bawimy się), czasem coś popsujemy (NIECHCĄCY!! stało na drodze ucieczki to się popsuło) czy zwrócimy swoje dopiero co zjedzone śniadanie na trudne do umycia miejsce (oj tam, bo wam się nigdy nie zdarzyło nie zdążyć do miski/wc/wanny!!) to nasze człowieki na prawdę nas kochają.
Mama M jak już mówiłam dużo czyta, szuka, kombinuje i testuje. Od dawna prowadziła z Dużą dziwną terapię. Chciała żeby jakoś sie wszystko ułożyło. Dużo się z nią bawiła (no z nami też, ale wolałabym żeby tylko ze mną...), poświęcała jej więcej uwagi i dużo do niej gadała. Czasem siadałam w progu i słuchałam tego bełkotu. Duża wydawała się być zadowolona i słuchała uważnie ale jak dla mnie to jakieś nic nie warte pieprzenie. Jednak coś się zmieniło. Zmieniało się już od jakiegoś czasu. Duża za namową mamy stała się bardziej odważna. Zaczęła najpierw schodzić z komody, która była dla niej samowystarczalna - spanie, jedzenie, woda i kibel w jednym miejscu (też nie zalecam ale Duża musiała tak mieć bo była trochę opóźniona w relacjach społecznych). Zaczęła sypiać na łóżku, nieśmiało wyglądała z pokoju, jednak zawsze któreś z nas zagoniło ją z powrotem do jej pudła. Potem zaczęło się penetrowanie biurka (w jej pokoju), podłogi i kawałka podłogi w przedpokoju. Małymi kroczkami zapędzała się coraz dalej, była coraz bardziej odważna i agresywna. Zaczęłam się trochę jej bać, stwierdziłam, że nie będę już jej atakować bo jak mi przywali tą wielką łapą to po mnie. Nadal dawałam jej do zrozumienia, że jej nie lubię ale starałam się nie wchodzić jej w drogę. Widziałam, że staje się coraz groźniejsza. Człowieki też to widziały - nasze i te, które nas odwiedzały. Od nich też Duża dostawała dużo wsparcia - nie wiem dlaczego, bo to ja jestem tu najważniejsza, ale cóż. Widocznie instynktownie czuli, że to najsłabszy członek stada.
W końcu po naszych licznych próbach powstrzymania jej rozwoju Duża sama weszła do dużego pokoju - miejsca gdzie była tylko wnoszona na rękach na małą chwilę bo zaraz albo sama uciekała albo któreś z nas ją goniło. Teraz sama weszła i siedziała jakby nigdy nic na szafie. Na najwyższym punkcie pokoju. Wiecie co to oznacza? To było jak cios w pyszczek. Już nic nie będzie takie samo...
Człowieki są bardzo dumne z Dużej i z postępów jakie zrobiła. Teraz już chodzi po całym domu kiedy chce. Śpi z nami w dużym pokoju i w MOIM kojcu w przedpokoju!! Ostatnio spała na MOJEJ PODUSZCE przy mamie!!! Niewiarygodne!! Jedyne miejsce którego nie odwiedza to balkon, ale widzę, że i to jest kwestią czasu bo jest już coraz bliżej i kombinuje jak to zrobić. Każdy czuje respekt, nawet Bono już tak często jej nie atakuje. Jest duża i silna więc unikamy nawet jej wyzywającego spojrzenia bo jest na tyle odważna, że potrafi sama zaatakować. Chudy - niby jej kumpel - już parę razy zarobił po łbie. Jest bezlitosna, bierze co chce. Zmiana jaka nastąpiła jest dla nas nie do pojęcia. Myślałam, że już zawsze będzie wystraszonym kapciem a tu okazuje się, że obudziła w sobie siłę lwa!!
Podsumowując jestem przerażona tym co się tu dzieje. Straciłam (ZNOWU!!) swoją pozycję. Muszę walczyć o zainteresowanie mamy i starać się być grzeczna, chociaż Chudy tego nie ułatwia. Jest mi tak ciężko, że dostałam alergii (od stresu i może coś mnie uczula - nie wiem sama, bo człowieki ostatnio dużo sprzątają i dużo gotują - dziwne zapachy w domu i pewnie coś mnie uczuliło... ). Jednak starając się być obiektywna - jestem pod wrażeniem. Kolejna udana próba, co prawda trwała długo, ale dała rezultat. Jak ośmielić bojaźliwego kota - dużo zabawy, interakcji, chwalenia za każdy krok do przodu no i dużo cierpliwości :) Myślę, że Duża jest teraz szczęśliwa i wdzięczna za pomoc jaką otrzymała. Gorzej z nami, ale chyba po prostu pozostaje pogodzić się z nową sytuacją i żyć dalej w tym psychiatryku...
A na koniec trochę wspomnień.
Takie były początki - karton, strach, strach, strach...
To wyjście po wodę z lodem w środku upalnego lata sporo ją kosztowało.
Potem była coraz odważniejsza. Zapędzała się coraz dalej...
W zasadzie odkąd dostała nowy porządny domek zaczęła się poważna zmiana. Na moją niekorzyść :(
No i tak jest teraz... To MÓJ kojec w przedpokoju... :(
Tak więc koniec mojego panowania naszedł. Żegnajcie :(
Komentarze
Prześlij komentarz